Znajdziesz tysiące seks filmów Mój Brat na Filmikiporno.TV. filmiki Porno. Mój chłopak daje mi to, czego potrzebuję Brat robi to dobrze. 87%. Mój brat teraz nic nie dostaje. Nietrudno zgadnąć, kto teraz dostaje te pieniądze. Jego była żona. Kiedy się o tym dowiedziałam, nawet mnie to nie zdziwiło: tylko mama potrafi zachować się w taki sposób. Ostatnio spotkałam się z byłą żoną brata. Ma się dobrze, z dzieckiem również wszystko w porządku. Wkurwia mnie mój brat, pasożyt jebany. Ma 21 lat, z trudem skończył technikum. Nie to ,że nie ma głowy do nauki. Jemu się po prostu perfidnie nie chciało. Dobra, jakimś cudem skończył szkołę gastronomiczną ( egzamin zawodowy kucharza zdał, kelnerskie egzaminy ujebał) i odkąd skończył szkołę, to robi wielką łaskę, że rodzice coś od niego Read 13 from the story Okrutny los by lucrezia1256 with 644 reads. złość, styles, aranżowanemałżeństwo. Aiden najpierw działa, a dopiero później myśli. Grzegorz Markowski rzadko opowiada o swojej rodzinie. Najbardziej popularną osobą w świecie publicznym jest jego córka, Patrycja Markowska. Sporadycznie na Vay Tiền Trả Góp Theo Tháng Chỉ Cần Cmnd Hỗ Trợ Nợ Xấu. Odpowiedzi SŁUCHAM.?!?!?!?!?!TY Z BRATEM.?!/?!NO WAY.!Weźź.!Tak nie można.! Slawekzz odpowiedział(a) o 19:43 Slawekzz odpowiedział(a) o 19:44 A twoi rodzice to siostra i brat ? Bo jeżeli tak to u was rodzinne. Czyli twoja mam to twoja ciocia i tak samo z tatą XD AdiRoot odpowiedział(a) o 19:45 Nie chce być wytykany xD... jestem jak dla mnie to nie jest nic złego, ponieważ napięcie trzeba w jakiś sposób wyładować, lecz równie dobrze jest poprostu porozmawiać. blocked odpowiedział(a) o 19:45 Cóż czasu nie odwrucisz..:/Musisz przestać o tym myslećA to co czujesz do brata to ZAUROCZENIE .Pozatym nie rozgrywaj tej akcji jeszcze bardziej bo morzesz mieć kłopoty i plotki na swój temat.. blocked odpowiedział(a) o 19:47 tak .. to raczej nie tak . a czytałam że taka kobieta też ze swoim bratem .. no wiesz co .. i się w sobie zakochali - ale to nie była taka miłość między rodzeństwem tylko coś więcejale i tak to jest ZŁE .! blocked odpowiedział(a) o 19:49 Ja nie widzę w tym nic złego, przecież to nie Ty wybierasz kto Ci się podoba, a kto nie. Co prawda, to tylko moje zdanie, a nie ukrywajmy, jestem trochę walnięta. To źle a nie masz chłopaka mi się wydaje że to przejdzie ja mam tak że się kocham w moim kuzynie =] Dobra, dobra. Nie tylko ty tak masz. Jeśli nikt się nie dowie... Ale ślubu wam nie udzielą . :D Dejvid odpowiedział(a) o 19:49 Teraz czujesz się okropnie. Trzeba by było pomyśleć wcześniej o konsekwencjach. Nie zwracaj uwagi na te głupie odpowiedzi. To nie jest twoja wina, ale powinnaś pogadać z bratem i znaleźć sobie chłopaka a jemu skombinuj dziewczynę, jeżli będziecie mieli kogoś kogo pokochacie to przestaniecie o sobie mysleć. PozdrO,Powodzonka... \biedna :( współczuje ci z serduszka nieeeX2 odpowiedział(a) o 19:43 AdiRoot odpowiedział(a) o 19:51 Haha xD nie no nie moge się powstrzymać jak patrze na komentaże typu : "leczcie sie" "idz do psychiatry" itp. Ludzie, sami pewnie mieliście gorsze wpadki xDAle jak powiedziała pewna inteligenta osoba "Człowiekowi robi się lepiej gdy widzi kogoś gorszego/głupszego od niego który robi z siebie debila, ponieważ może w tedy poczuć iż jest od niego lepszy"Ale nie no prawda jest taka że zdarza się, i mówię ci dziewczyno pogadaj z bratem, a jeśli już tak bardzo momentami jesteś "napalona" to po prostu idź w jakieś miejsce gdzie będziesz miała chwile samotności i spuść ciśnienie, doprowadzając się do orgazmu. Raksa odpowiedział(a) o 20:35 to nie Twoja wina! serce nie sługa. moim zdaniem jakbys znalazla sobie chlopaka i bys sie zakochala to moze by Ci przeszlo. nie martw sie. Fast odpowiedział(a) o 22:14 Osz [CENZURA]..! Ale wlepa Ja [CENZURA] nie no nie bd Cie pogrążał..:D:D (wyrozumiały:D) Ja [CENZURA] ale jaja teraz mi się to śniło bd w nocy..:P NIe no albo przestańcie albo kręćcie porno.:| blocked odpowiedział(a) o 19:44 Pójdziesz do piekła ! ] : - > To okropne. Powinnaś znaleźć sobie chłopaka i unikać narazie swojego brata... 95roksi odpowiedział(a) o 14:23 Słuchaj coś ci powiem...kiedys rowniez byla taka milosc,lecz wprowadzili zakaz bo rodzily sie kalekie dzieci,wiec jesli sie kochacie to najgorsze jest to ze prawo tego zakazuje i ze musicie sie ukrywac,lecz jesli naprawde chcecie byc ze soba to badzcieŻyczę szczęścia;) Pogięło was? Leczcie się ! Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Mój brat nigdy nie był czysty ani schludny. Od dzieciństwa zresztą nigdy sam nie sprzątał. Czyjejś pracy też nie doceniał. A mieszkaliśmy w 3-pokojowym mieszkaniu, więc było co robić. Później zmarła nasza mama. Cały dom spadł na moje barki. Tata też o nic nie dbał. W ogóle go to nie interesowało. Na dodatek to ja miałam jeszcze im gotować. Naprawdę było mi ciężko, bo jeszcze studiowałam na uniwersytecie, a oprócz tego pracowałam. Pod koniec dnia wracałam do domu ledwo żywa. A tu czekało na mnie sprzątanie i zbieranie rzeczy po dwóch mężczyznach. Oprócz prania, prasowania, gotowania. W międzyczasie dobrze byłoby chociaż samej coś przekąsić. Minęło trochę czasu. Brat przyprowadził do domu swoją żonę. Myślałam, że wszystkie kobiety są z natury opiekuńcze i pracowite, więc nawet się ucieszyłam. Och, jak bardzo się pomyliłam! W rzeczywistości Kasia była jeszcze bardziej niechlujna i leniwa niż mój Darek. No i teraz musiałam sprzątać i obsługiwać już sporą rodzinę. Ale do sprowadzania koleżanek to Kasia była pierwsza. Sprzątanie po nich, nawet już samo mycie naczyń – to była prawdziwa udręka. Ale jak wytłumaczyć ludziom, że nie zostawia się po sobie bałaganu i nie czeka, aż ktoś wszystko zrobi za nich? To nie jest ani uczciwe, ani sprawiedliwe. Poza tym Kasia spędzała dużo czasu w domu, bo pracowała na pół etatu. Wszystko to trwało 5 miesięcy. Byłam już sfrustrowana, ale gdy tylko wspominałam o tym, że młodzi mogliby zamieszkać osobno, albo choćby o tym, żeby ustalić jakieś zasady wspólnego życia, ojciec natychmiast mnie uciszał. Mówił, żebym się nie wtrącała do brata i jego żony i żebym tyle nie narzekała. Na początku byłam cierpliwa, myślałam, że wreszcie się zorientują. Ale w końcu po prostu eksplodowałam. Stało się to po tym, jak Kasia rozlała kakao na dywan i, o dziwo, chciała go wyczyścić. Ale mój brat ją powstrzymał. Powiedział jej, żeby się nie martwiła, siostra zaraz sama się tym zajmie. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że moje przypuszczenia były słuszne. W tym domu naprawdę uważają mnie za służącą. W przypływie wściekłości zadzwoniłam do narzeczonego i powiedziałam mu, że nie mogę tu dłużej zostać. Postanowiliśmy wynająć mieszkanie i następnego dnia się wyprowadziłam. Żyjemy teraz bardzo szczęśliwie, chociaż moi krewni ze mną nie rozmawiają. Obrazili się. fot. Adobe Stock Mądrzy ludzie mówią: dziecko niczemu niewinne. Żebym to ja ich tak posłuchała, zanim osądziłam tę kruszynę, co się dopiero urodziła. Ale cóż to teraz da, takie narzekanie. Wiem, że muszę działać. I obiecuję sobie, że tej sprawy w życiu nie zaniedbam. Zaczęło się wiele lat temu temu Aż trudno uwierzyć, że tak długo mieszkamy już na tym osiedlu. Ojciec jako jeden z pierwszych kupił tu własne mieszkanie. Firma jego przynosiła dochody, a rodzice mieli głowę na karku. Niejeden do dziś im tego zazdrości, że wtedy tak im się udało. Dziś pewnie nie byłoby ich stać na własny dach nad głową, czasy się zmieniły i worki, które produkuje zakład taty, nie przynoszą już takiego dochodu jak na początku lat dziewięćdziesiątych. W ósmej klasie przeprowadziłam się z rodzicami na jedno z pierwszych osiedli strzeżonych w Warszawie. To było coś. Teraz ludzie na potęgę kupują apartamenty w takich miejscach, ale wtedy, kiedy przechodziłam przez bramę z ochroną, czułam się jak jakiś minister. Teraz to śmiesznie brzmi, ale nie miałam wtedy świadomości, że jesteśmy bogaci. Może to i dobrze, bo nie nauczyłam się z tego powodu zadzierać nosa. Osiedle położone było w samych środku dawnego blokowiska, które częściowo wyburzono. Zostali tylko ci, których nie stać było na dopłacanie sobie do innego lokalu. Teraz już wiem: były to rodziny najbiedniejsze i, co tu dużo kryć, patologiczne. Takie jak rodzina Tereski. Nie zwróciłam na nią na początku uwagi, mieszkała przecież dwie ulice dalej, a to w ósmej klasie podstawówki lata świetlne. To Franek, mój młodszy brat, pokazał mi ją pewnego dnia: – Zobacz, niezła laska, co? – zagadał, gdy wracaliśmy ze szkoły. Wzruszyłam wtedy tylko ramionami. Jaki ten mój brat dziecinny, pomyślałam nawet. Wydaje mu się, że taka dziewczyna będzie zadawać się z takim dzieciakiem jak on. Tereska bowiem już wtedy jako dziecko zwracała na siebie uwagę wyglądem. Blondyna z dużym biustem i w za krótkiej, jak na przyzwoitą dziewczynę spódniczce, mogła być pewna męskiego zainteresowania. Wydawała się na dodatek tego nieświadoma, taka niewinna, delikatna, miła. Bo to trzeba przyznać – Teresa wyrodziła się w swojej rodzinie. A przecież nie miała od początku lekko. Gnieździli się w szóstkę w jednym, zrujnowanym pokoju. Jej ojciec pił, a matka, no cóż, nie potrafiła mu się przeciwstawić, a z czasem zaczęła do niego dołączać w libacjach. Przerażała mnie ta sytuacja. Przeciwnie niż mojego brata. Jego zainteresowanie atrakcyjną sąsiadką nie ograniczyło się do obserwowania jej na ulicy. Pewnego dnia, a było to chyba już w szkole średniej, zdecydował się do niej zagadać. Pamiętam to jak dziś. Strasznie lało, a Teresa biegła spóźniona na lekcję do tej swojej zawodówki krawieckiej, bez parasola oczywiście i w za wysokich obcasach – już wtedy ubierała się jak dorosła kobieta. Franek zatrzymał się niby jakiś dżentelmen z filmu, zdjął kurtkę i tę nieznajomą Tereskę okrył. Ona coś tam chyba protestowała, ale w końcu dała się odprowadzić pod same drzwi szkoły. Franek nie mógł przestać o tym gadać do końca dnia, a ja czułam, że będą kłopoty. Bo mój brat „zaprzyjaźnił się” z Tereską od tego dnia. Tak właśnie mówił. – Nie jest moją dziewczyną, jesteśmy po prostu przyjaciółmi. Jakby na potwierdzenie tych słów kilka tygodni później poznał Sylwię, swoją pierwszą licealną miłość. Po niej pojawiły się kolejne dziewczyny, ale Teresa, przyjaciółka mojego brata, była zawsze. Jadła u nas obiady, a nawet moja mama wykupiła jej klasową wycieczkę. Jednym słowem stała się powoli jakby członkiem naszej rodziny. Nie bardzo umiałam się z tym pogodzić. Nie byłam zazdrosna, ale ta cała sytuacja wydawała mi się po prostu nienormalna. – Przyznaj się, że jesteś po prostu zakochany – droczyłam się nieraz z bratem. – To niemożliwe, żebyś taką atrakcyjną dziewczynę traktował jak siostrę. A jednak najwyraźniej tak właśnie było, bo czas płynął, a Franek i Tereska nadal się tylko... przyjaźnili. Musiało chyba być między nimi jakieś tajemne porozumienie, bo w podobnym czasie poznali swoje drugie połówki. Tereska zaczęła się spotykać z Ryśkiem, kolegą z osiedla, mój brat natomiast poznał na studiach Dankę i dał nam do zrozumienia, że to coś poważniejszego. Oczywiście wydawałoby się, że trudno o naturalniejszy koniec przyjaźni męsko-damskiej niż ślub jednej ze stron, ale tym razem stało się zupełnie inaczej. Tereska i Rysiek wprawdzie szybko podjęli decyzję o tym, by się pobrać (niewątpliwie pomogło im to, że wkrótce na świecie miał pojawić się Daniel) i zamieszkali w wynajętej klitce obok mieszkania rodziców przyjaciółki mojego brata, ale to niewiele zmieniło. Po ślubie Tereski Franek zaczął przyjaźnić się nie tylko z nią, ale z jej mężem. Stali się wręcz nierozłączni Rysiek prowadził komis samochodowy, a mój brat zaczął zaniedbywać studia – które zresztą w końcu porzucił – żeby mu w tym interesie pomagać. Chłopak, który kiedyś nie miał pojęcia, co to jest świeca zapłonowa i nie umiałby zmienić koła, nagle stał się zapalonym fanem motoryzacji. Nie opuścił żadnego zlotu miłośników starych samochodów, a nie minęło wiele czasu, gdy sobie takiego gruchota sprawił! Nawet rodzice musieli przyznać, że dzieje się coś dziwnego. – Musisz zrozumieć, Franiu, że Tereska ma teraz własne życie – tłumaczyła kiedyś mojemu lekkomyślnemu bratu mama. – Niedługo będzie mieć dziecko, musi dbać o swoją rodzinę. Ty powinieneś zainteresować się własnym życiem, bo jak tak dalej pójdzie, to Danusia cię zostawi. A to wspaniała kandydatka na synową – wzdychała wymownie w tym miejscu. Po moim bracie takie słowa spływały jednak jak woda po kaczce: – Nie rozumiem, o co wam wszystkim chodzi – złościł się. – To chyba normalne, że pomagam Ryśkowi rozkręcić interes. W tych czasach studia to strata czasu, liczy się konkretny fach w ręku. A Tereska? Przecież my się prawie nie widujemy! Niestety, nie była to prawda. Rodzice, pochłonięci sprawami firmy, nie mieli o tym pojęcia, ale ja, ucząca się w domu studentka, wiedziałam, co się dzieje. Rysiek wychodził do pracy bardzo wcześnie. Musiałam przyznać, że prosty, ale porządny z niego chłopak, starał się jak mógł. Kiedy tylko jego stary opel ruszał spod domu, mój brat zmierzał do Tereski. Pod byle pretekstem: a to źle się poczuła, a to trzeba jej zrobić zakupy. Z czasem przestałam nawet pytać, po co do niej idzie, nie chciałam słuchać kolejnych kłamstw. Przerażało mnie to, w co wpakował się Franek On sam nadal siebie oszukiwał, że nie jest zakochany, ale dla mnie jasne było, co się święci. Liczyłam jednak, że się opamięta. Przecież gdy tylko Rysiek wracał z pracy, był jego najlepszym przyjacielem. Jeździli razem po części, gotowali, a kiedy urodził się Daniel, wychodzili całą czwórką na spacery. Spytacie, czemu Ryśkowi taki układ nie przeszkadzał? Sama się nad tym zastanawiałam. Może po prostu przyzwyczaił się do obecności mojego brata, a może był tak pewien atrakcyjnej żony, że nie podejrzewał ją o zdradę? –To jest jakiś chory układ – stwierdziła narzeczona mojego brata i go rzuciła. – Ty mnie zdradzasz, ona jest dla ciebie najważniejsza – krzyczała. – Nawet jeśli naprawdę z nią nie sypiasz, to nic nie zmienia. To jest jakiś chory układ. Potem odeszła. Myśleliśmy, że Frankiem to wstrząśnie, że będzie chciał za wszelką cenę ją zatrzymać, ale on przyjął jej odejście ze stoickim spokojem: – Nie pasowaliśmy do siebie – wyjaśnił rodzicom. – To nie była dziewczyna dla mnie. To wy za wszelką cenę chcieliście mnie zmusić do małżeństwa z nią, ja jej nie kochałem. – A kogo kochasz, kto jest dziewczyną dla ciebie?! – nie wytrzymała mama. – Szczęśliwa mężatka z dzieckiem, z której mężem tak się ponoć przyjaźnisz?! Rozbijasz ich małżeństwo! – To są bzdury! – bronił się Franek. – Niczyjego małżeństwa nie rozbijam. Tyle lat wam tłumaczę, że Teresa to tylko moja przyjaciółka. Franek rzeczywiście nie widział chyba w swoim zachowaniu nic niestosownego i nie potrafił przewidzieć, że to wszystko zmierza wprost do katastrofy. Po kilku tygodniach zresztą oznajmił nam, że dostał pracę w Niemczech i wyjeżdża. Może głupio to zabrzmi, ale odetchnęliśmy z ulgą. – Może tam zapomni o tej całej Teresie – powiedziałam rodzicom. Potem nastąpiły inne wydarzenia i sprawy mojego brata zeszły na dalszy plan. Poznałam Sławka, zaczęłam szykować się do ślubu. Franek odzywał się, pisał e-maile. Był zadowolony, odkładał pieniądze na własne mieszkanie. Nie pytał, co u Teresy, a ja nie informowałam go sama z siebie, choć przecież wiedziałam, że urodziła drugie dziecko i że w jej małżeństwie chyba nie dzieje się najlepiej, bo coraz rzadziej widywałam Ryśka w domu. Zapytałam ją nawet o to pewnego razu: – Ach nie, wszystko dobrze – zapewniła mnie z uśmiechem. – Rysiek wyjeżdża co jakiś czas na kilka tygodni do Niemiec. Twój brat załatwił mu tam sezonową robotę, nie wiedziałaś? Byłam zaskoczona. Zapaliła mi się wtedy ostrzegawcza lampka w głowie. A więc jednak Franek nie zapomniał o niej. Podzieliłam się swoimi wątpliwościami z mamą: – Wiesz, to że załatwiał mu pracę, to jeszcze nic złego – uspokajała mnie. – Najważniejsze, że przestał rozbijać to małżeństwo. Może pozna tam kogoś i z czasem wszystko się ułoży. Mnie jednak złe przeczucia nie opuszczały Jak się okazało, nie bezpodstawnie. Bomba wybuchła kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Franek przyjechał wtedy niespodziewanie do rodziców, zasiadł do kolacji i oświadczył im: – Będę miał dziecko. „Tylko nie to” – pomyślałam. „Tylko nie to. To niemożliwe”. – To jakaś Niemka? – spytał po chwili milczenia ojciec. Ale ja już wiedziałam, zanim Franek, którego po raz pierwszy w życiu widziałam zmieszanego, zdążył odpowiedzieć. – Nie, to Polka. I znacie ją. Wszystko było jasne. Ale nikt nie chciał jeszcze wtedy w to uwierzyć. Bo to było zbyt straszne. – Teresa? – szepnęła mama – ale jak to jest możliwe? Przecież ona tu... dzieci... a ty tam... jej mąż... – nie wiedziała, co ma powiedzieć. I wtedy Franek opowiedział nam wszystko. Owszem, załatwił Ryśkowi pracę w Niemczech. Ale na swoje miejsce. Kiedy tamten jechał do Frankfurtu, Franek wracał do Polski. Nie zaglądał do domu, tylko jechał od razu do Teresy. Teraz nie wahał się nazywać jej już swoją ukochaną. Rysiek przez wiele miesięcy nie zorientował się, był przekonany, że Franek przyjeżdża do rodziców. W końcu Teresa zażądała rozwodu i wyłącznej opieki nad dziećmi. Spotkają się w sądzie. Dopiero wtedy to do niego dotarło. – Boże, rozbiłeś małżeństwo, pozbawiłeś dwoje dzieci ojca, nie tak cię wychowaliśmy. Zdradziłeś przyjaciela, co ty najlepszego zrobiłeś – krzyczał ojciec. – Nie masz już wstępu do tego domu. I Franek oczywiście wyszedł, coś tam jeszcze krzycząc o hipokryzji i o tym, jak się cieszy, że się od nas uwolni. Od tego czasu minęły 2 lata Dziecko Franka i Teresy urodziło się w styczniu. To córeczka, ma na imię Dominika. Widziałam ją raz, Teresa przebiegła z nią pod murem domu swoich rodziców. Zawołałam do niej odruchowo, ale może mnie nie poznała albo nie miała czasu, bo nawet się nie odwróciła. Moi rodzice wyrzekli się brata. Nikt z nas nie był na ich ślubie, nikt nie wymawia imienia ich dziecka. Jakby ani jego, ani Franka nigdy nie było. Do tej pory ja też brałam udział w tym buncie. Ale ostatnio przeczytałam ogłoszenie na słupie. Wiem, że powiesiła je Teresa, poznałam jej niestaranne pismo – ich córcia ma wadę serca, zbierają pieniądze na operację, liczy się każdy grosz. Już wiedziałam, co mam zrobić. Szkoda życia na obrażanie się. Jestem dość zamożna, mam dobrą pracę. Myślę, że będę mogła pomóc dziewczynce. Ale najważniejsze, że odbuduję relację z bratem. Jak to mówią, dziecko nie jest niczemu winne. Kupiłam największego misia, jaki był w sklepie. Mam nadzieję, że Dominisi się spodoba. Wczoraj Teresa powiedziała przez telefon, że mała uwielbia miśki. Albo mi się zdawało, albo moja bratowa miała gardło ściśnięte ze wzruszenia, gdy ze mną rozmawiała... ale może to tylko złe połączenie. Czytaj także:„Romans ojca zniszczył mi życie. Nie podeszłam do matury, mama przeszła załamanie nerwowe, a on nawet się nie odezwał”„Robiłam z siebie idiotkę, by poderwać faceta. Dałam sobie spokój, gdy nakryłam go z innym”„Każdy facet, którego kochałam, zostawiał mnie dla innej. I to nie młodszej, ładniejszej i bogatszej...” Psychologia „Pomóżcie, bo oszaleję. Mam czasami po prostu ochotę uciec z domu! Chodzi o to, że moja mama uważa, że mój brat nie musi sprzątać. Tzn. oczywiście nie mówi tego wprost, ale kiedy jest coś do zrobienia, to pada: „Kamilka, pozmywaj, Kamilka, wyrzuć śmieci, Kamilka, pozmywaj podłogi!” A on, jeśli hrabia coś zrobi, to jeszcze go chwali! Mam tego dość. Ostatnio powiedziała do mnie: „No wiesz, jak to jest z tymi facetami!” A ja nie wiem i nie chcę wiedzieć. On ma mieć tyle obowiązków, co ja i koniec!” Kamila, 15l. Niestety, to wcale nie jest rzadki problem. Zdarza się, że rodzice podchodzą do swoich synów na zasadzie: „dobrze, jeśli w ogóle coś zrobi”, a od córek wymagają więcej, „bo to kobieta”. Co z tym zrobić? Chwila zastanowienia Zanim jednak postanowisz urządzić w domu awanturę albo zacząć działać zgodnie z naszymi wskazówkami (które przedstawiamy niżej), zastanów się… czy rzeczywiście masz rację. O co chodzi? Mianowicie, jeśli jesteście z bratem w podobnym wieku, to może wcale nie chodzi o to, że on nie pomaga, ale rodzice wymagają od niego innych zajęć, niż od ciebie. Zajęć, których ty nie zauważasz! Tak było na przykład w domu Eweliny: – Kiedyś bardzo się wściekałam o to, że w większości sprzątam w domu ja i mama. Czułam się strasznie skrzywdzona, miałam nawet wrażenie, że moi rodzice mnie mniej kochają. Pewnego razu wybuchła wielka awantura na ten temat – znowu to ja miałam zmywać naczynia, gdy mój brat oglądał sobie film. Wściekłam się, więc rodzice zaproponowali mi prosty układ – od tej pory zamieniamy się rolami. Na początku byłam zachwycona, ale szybko okazało się, że się pomyliłam. Okazało się, że musiałam kosić trawnik, sprzątać boks naszego wilczura i robić mu jedzenie, wyrzucać śmieci, myć samochód, chociaż było naprawdę zimno, czasem nawet robić ogień, kiedy nie było taty! Musiałam przeprosić brata. Zrozumiałam, że on ma po prostu obwiązki, na które ja nie zwracam uwagi. I moje są jednak znacznie przyjemniejsze!” – dodaje ze śmiechem Ewelina. Poobserwuj dokładnie zadania brata – może się okazać, że on jednak robi znacznie więcej, niż sądzisz. I wtedy na wszelki wypadek nie podnoś alarmu . Gdy jednak jest nierówno… Ok, ale co, jeśli jednak po dokładnej obserwacji wiesz już, że on nic nie robi i rodzice rzeczywiście tylko ciebie „gonią” do sprzątania? Cóż, musisz działać. Nie tylko dla siebie – także dla swojej przyszłej bratowej . Co możesz zrobić? Porozmawiaj z rodzicami Na spokojnie. Aby mieć asa w rękawie, zrób sobie listę z obowiązkami, które wypełniasz ty (na przykładzie jednego tygodnia) i które robi twój brat. Pokaż ją rodzicom albo przeczytaj. Nie wściekaj się, tylko mów spokojnie! Wytłumacz im, że to jest bardzo niesprawiedliwe, bo przecież on też ma dwie zdrowe ręce i dwie zdrowe nogi. I że to już nie te czasy, w których sprzątanie jest tylko pracą kobiet. Powiedz, że przecież twój brat prawdopodobnie będzie miał kiedyś pracującą żonę i to, ze nie będzie jej pomagał, wcale nie będzie ułatwiało mu życia. Mów o swoich uczuciach. Powiedz, że jest ci przykro, bo czujesz się mniej kochana. Że chciałabyś, aby traktowali was sprawiedliwie. Zaproponuj rozsądne rozwiązanie Nie kończ tylko na tym małym wstępie. Wyjdź do rodziców z konkretną propozycją – zobaczą twoją dojrzałość i łatwiej będzie im się dopasować do twoich oczekiwań. Możesz na przykład przygotować dwie listy obowiązków (przygotuj ją tak, aby podział był dość sprawiedliwy). Daj wyraz swojej wspaniałomyślności i powiedz, że twój brat może sobie wybrać, które obowiązki woli albo możecie się zamieniać listami w systemie tygodniowym. Twoim rodzicom naprawdę będzie trudno z tego wybrnąć! „Uderz” do jednego rodzica Czasem bywa tak, że ma się lepszy kontakt tylko z jednym rodzicem. Jeśli jest tak i u ciebie, to wykorzystaj to. Gdy masz lepszy kontakt z tatą, porozmawiaj z nim o całej tej sprawie – on pogada już mamą na swój sposób. To naprawdę dobre rozwiązanie. Przygotuj się na wojnę Psychicznie nastaw się na to, że brat może się na ciebie obrazić. Cóż – trudno! Przejdzie mu. Skomentuj to słowami w stylu: „Ty się obrażasz za te kilka obowiązków, a ja musiałam robić to wszystko sama. W odwrotnej sytuacji chyba nigdy być się do mnie nie odezwał”. I nie przejmuj się za bardzo – uwierz, przejdzie mu to i wyjdzie na dobre. Dzięki tobie przynajmniej nie będzie miał dwóch lewych rąk do pracy . Niejeden raz mój brat dzwonił do mnie i opowiadał, że pokłócił się z żoną, ale nie zwracałam na to uwagi. W każdej rodzinie zdarzają się kłótnie, nie ma co robić z igły widły. Ale pewnego dnia zadzwonił i powiedział, że rozwodzą się z żoną, a on z synem chciałby wprowadzić się do nas. Nie wiedziałam, jak zareagować. Już teraz siedzimy sobie na głowach. Nie mieszkamy, tylko ciśniemy się w dwupokojowym mieszkaniu – ja, mój mąż, dwójka dzieci, matka i ojciec. Nawet nie wiem, gdzie mielibyśmy jeszcze kogoś zmieścić. Zawsze mówiłam Jarkowi, że Irena to nie jest dziewczyna dla niego. Była wobec męża bardzo wymagająca. W razie czego urządzała histerie i głośne awantury. A stać ją było na więcej, jak sama mówiła. Nieraz widziałam, jak mój brat po pracy wszystko jeszcze robi w domu, a Irena w tym czasie sobie odpoczywa. A to było jeszcze przed narodzinami ich syna Maćka. Po ciąży było tylko gorzej. Irena zrobiła się bardzo drażliwa. Brat często przychodził do nas z synem, ale bez żony, bo zdążyła się z nami wszystkimi pokłócić. Bardzo się przy niej postarzał, wyglądał na wyczerpanego. Od razu po ślubie wzięli na kredyt dwupokojowe mieszkanie. Oczywiście to Jarek za wszystko płacił, bo Irena nie chciała iść do pracy. A brat, jak przystało na prawdziwego mężczyznę, nie nalegał i wziął na siebie pełną odpowiedzialność za rodzinę. Dobrze zarabiał, więc szybko spłacił kredyt. Nie rozumiem, co się Irenie nie podobało, bo mieli wszystko, co potrzebne do fajnego życia. Wiele razy powtarzałam Jarkowi, że powinni spisać kontrakt małżeński, ale jak zwykle nikt mnie nie słuchał. Tego dnia zadzwonił i powiedział, że musi się do nas wprowadzić razem z synem. Na początku nie zrozumiałam, myślałam, że po prostu chcą nas odwiedzić. Ale kiedy Jarek i Maciek przyjechali ze wszystkimi swoimi rzeczami, dotarło do mnie, co się stało. Według tego, co powiedział mój brat, był już bardzo zmęczony znoszeniem zachowania żony. Dlatego wnosi o rozwód. Żeby wszystko poszło gładko i bez długiego procesu, Irena zasugerowała, żeby zostawił jej mieszkanie, a wtedy Maciek będzie mógł zamieszkać z ojcem. Jarek od razu przystał na tę propozycję – bardzo kochał syna, a sprawy materialne nie miały dla niego aż takiego znaczenia. Mój brat zawsze mówił, że zawsze można zarobić pieniądze i osiągnąć sukces, ale syn jest najważniejszy w jego życiu. Jedyne, o czym nie pomyślał, to to, gdzie zamieszka razem z Maćkiem. A nas w końcu i tak jest dużo w jednym mieszkaniu. Nie było wyjścia, musieliśmy ich na jakiś czas przyjąć – przecież to najbliższa rodzina. Oczywiście, w takich warunkach nikomu nie było wygodnie. Mama i tata oddali bratu swój pokój i przenieśli się do kuchni. Tylko dzieci się cieszyły z tej sytuacji – są mniej więcej w tym samym wieku, więc podobało im się wspólne mieszkanie, zawsze było się z kim bawić. Kiedyś porozmawiałam z Jarkiem przy kolacji i zapytałam go, co planuje dalej. Powiedział, że nie chce długo nas męczyć – musi zarobić na wynajęcie mieszkania, bo wszystko zostawił swojej byłej żonie. Która, nawiasem mówiąc, po rozwodzie jakby zniknęła – nawet nie zadzwoniła do syna. Wspieraliśmy go tak, jak umieliśmy. Odrabiałam z dziećmi lekcje, mama dla wszystkich gotowała, a Jarek mógł więcej pracować. Szybko się od nas wyprowadzili. Przez jakiś czas pomagałam bratu i jego synowi, ale teraz już mają się dobrze. Jarek poznał swoją drugą żonę, już razem mieszkają, Maciek bardzo dobrze ją przyjął. A Irena nadal się do nich nie odzywa – niestety, nie miała uczuć ani instynktu macierzyńskiego.

moj brat robi mi dobrze